O tym jak nie zobaczyliśmy Rezerwatu Żywego Ognia, ale spotkaliśmy najbardziej serdecznych ludzi na świecie

Syrop z płatków róży

Podczas naszej podróży po Rumunii chcieliśmy zobaczyć Rezerwat Żywego Ognia – Focul Viu, gdzie z ziemi wydobywa się wieczny płomień spalanego metanu. Zjawisko to jest najlepiej widoczne po zmroku i tak zaplanowaliśmy naszą podróż. Około godziny 20- tej dojechaliśmy po wielu kilometrach drogi z delty Dunaju do miejscowości Terca, u stóp rezerwatu. Byliśmy pewni, że w okolicy tak unikatowego zjawiska na pewno znajdą się jakieś noclegi. Niestety GPS nie pokazywał żadnego kempingu a jakiegokolwiek innego noclegu. Jadąc dalej w kierunku rezerwatu obserwowaliśmy, że droga robi się coraz bardziej stroma i naszym oczom ukazały się góry. Poza tym wszystkie samochody, jakie mijaliśmy na tej wysokości były albo ciężarówkami, terenówkami albo traktorami. Było już szarawo i zaczął padać deszcz… Podczas jazdy nieutwardzonymi serpentynami zauważyliśmy że błoto pod kołami staje się coraz bardziej miękkie i zaczyna płynąć. Kiedy w końcu stanęliśmy przed zagrożeniem zakopania się, postanowiliśmy zatrzymać samochód. Wyszliśmy z niego, aby zobaczyć co jest za rogiem. To, co zobaczyliśmy całkowicie przekreśliło nasze plany, bo w poprzek drogi płynęła wartka górska rzeka!!! Woda ta nie była przeszkodą dla ciężarówki do przewozu drewna  ROMAN, która załadowana po brzegi drewnem przekraczała strumień. Z przeciwnej strony nadjeżdżał samochód. Co tu robić? Postanowiliśmy zagadać do kierowcy, który jak się okazało słabo mówił po angielsku.

-Czy to jest droga do rezerwatu?

-Tak!

-Czy to jest jedyna droga dojazdowa do tej atrakcji?

Tak!

-To jak tam się można dostać?

Nie można! To znaczy teraz nie można, bo płynie okresowy strumień. Jest maj. My chodzimy tam zazwyczaj w sierpniu.

-A co z noclegami? Czy w tej miejscowości albo sąsiednich są jakieś noclegi?

Nie ma! We wsi 20 km wcześniej podobno jest jakiś nocleg, ale prawdopodobnie będzie czynny dopiero w sezonie.

Nieźle! DROGI DOJAZDOWEJ NIE MA! NOCLEGU ŻADNEGO NIE MA!

I co teraz? Perspektywa powrotu po płynącym błocie przez serpentyny po ciemku po zmęczeniu po tylu kilometrach podróży była nie do przyjęcia.

Na to ten chłopak powiedział:

-Ja nie umiem za bardzo po angielsku. Chodźcie do domu, tam jest mój brat, z nim łatwiej się dogadacie. POZA TYM MOŻECIE U NAS PRZENOCOWAĆ. ZA DARMO!

Nie wierzyłam własnym uszom, nie byłam pewna czy na pewno dobrze go zrozumieliśmy. Poza tym troszkę się obawialiśmy spać w obcym kraju u obcych zupełnie ludzi… Rozejrzałam się w domu i zobaczyłam wszędzie święte obrazki i duży obraz nad łóżkiem, w którym mieliśmy spać. Pomyślałam, że chyba nas nie zaszlachtują pod tym obrazem:) Powiedzieli, że oni są CHRISTIANI ORTODOXI co oznacza prawosławie.

DALI NAM ZA DARMO NOCLEG, OBIAD, PYSZNĄ HERBATĘ ORAZ WŁASNORĘCZNIE ZROBIONE PRZETWORY NA DROGĘ: SYROP Z PĘDÓW SOSNY, SYROP Z PŁATKÓW RÓŻY oraz jeszcze jeden syrop, o którym napiszę innym razem. Użyczyli mi także swojej komórki, żebym mogła zadzwonić do Mamy na Dzień Matki, bo mój telefon nie miał tam zasięgu! Poza tym stwierdzili, że mimo że o tej porze roku nie da się przejść do Rezerwatu Focul Viu to oni nas zaprowadzą/zawiozą. Odmówiliśmy, bo nie chcieliśmy nadużywać ich życzliwości. Byliśmy porażeni ich gościnnością. Dawno nikt tak mnie pozytywnie nie zaskoczył!

Aż ne chce się wierzyć, że są jeszcze na świecie ludzie, którym nie jest lekko, a sami tak łatwo dzielą się z innymi najlepszym co mają. Bardzo nas to naładowało optymizmem i wiarą w ludzi!

O tym jak nie zobaczyliśmy Rezerwatu Żywego Ognia ale spotkaliśmy najbardziej serdecznych ludzi na świecie (2)
Syrop z pędów sosny
O tym jak nie zobaczyliśmy Rezerwatu Żywego Ognia ale spotkaliśmy najbardziej serdecznych ludzi na świecie (1)
Syrop z płatków róży

26.05.2017

Written By
More from Ola

W drodze na Tarnicę

Zapraszam Was na spacer połoninami aż do najwyższego szczytu polskich Bieszczadów –...
Read More

4 komentarze

  • Dokładnie w tej samej miejscowości w 2014r. doświadczyliśmy tego samego. Sobota wieczór, zmrok, koniec drogi i ……. Przygarnęli nas miejscowi , którzy właśnie przyjechali do swego domu(na codzień mieszkają w BUZAU i tam pracują). Pytaliśmy ich i Focul Viu i o noclegi. Zaprosili do siebie nie chcąc nawet rozmawiać o pieniądzach za nocleg Zanim wypakowaliśmy Vana i przeszliśmy przez wiszącą kładke obok tartaku to dziewczyna (kobieta – matka 2ki dzieci) urządziła pyszny poczęstunek z tego co właśnie ze sobą przywiozła. Mimo tego, że w Rumunii psy raczej nie są mile widziane w domach to naszą 4-kę z dużym psem wpuszczono do domu. Po kolacji zostawili nas w swoim jeszcze do końca nie ukończonym domu (nic nie zabierali, ani nie chowali przed nami- nawet dokumentów i pieniędzy), a sami poszli z synami spać do rodziców w sąsiednim domu. Przebudziły nas pyszne zapachy z kuchni. Po śniadaniu ojciec rodziny z synem zaprowadzili nas na pobliską górę żebyśmy zobaczyli to po co tutaj przyjechaliśmy- Focul Viu. Po powrocie chcieli nas jeszcze zaprosić na obiad, a gdy odmówiliśmy to na drogę dostaliśmy jeszcze kilka słoików z przetworami. Ciężko było z nimi mówić o pieniądzach, bo jak twierdzą _”JEST DLA NAS HONOREM WAS U NAS GOŚCIĆ. Przydały się wtedy łakocie przywiezione zy Polski jako poczęstunek dla dzieciaków no i po usilnych prośbach Pan Domu pozwolił dać dzieciakom po kilkadziesiąt lei na słodycze. Do dzisiaj utrzymujemy kontakt z ta rodzina.

    • Niesamowite!!! Wspaniała ta ich gościnność!!! Nam też powiedzieli „”JEST DLA NAS HONOREM WAS U NAS GOŚCIĆ”. Niesamowici ludzie!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *